Jak unikać tych kłaczków, nie kłaczków i innych nieprzyjaznych drobinek bezlitośnie próbujących pokrzyżować nam plany podczas lepienia? Pewnie niejednokrotnie zaciskałeś zęby ze złości widząc, że Twoja praca, mimo dokładnego wykonania i oryginalnego pomysłu wcale nie wygląda estetycznie. Nic nowego. Z moich obserwowań wynika, że pytania typu: ''Co zrobić aby modelina była czysta, nie było na niej kurz?'' są jednym z najczęściej zadawanych pytań na blogach i stronach poświęconych masie termoutwardzalnej. I pomimo tego, że takie pytanie nie padło jeszcze na moim młodym blogu, postanowiłam na nie odpowiedzieć.
Mam w zanadrzu kilka porad, które zarówno początkującym jak i tym bardziej doświadczonym, w mniej lub bardziej dojrzałym wieku mogą okazać się pomocne ;-)
~
1. Sposób przechowywania modeliny może mieć wpływ na ''nieczystość'' naszych prac. Nie trzymaj modeliny na wierzchu, gdzie łatwo może dopaść ją kurz. Ja na przykład trzymam całą modelinę w przeźroczystym pudełku na narzędzia. Oprócz tego, że masa nie ma dostępu do kurzu, to zachowuje się przez długi czas w dobrym stanie (zero twardnięcia, kruszenia i innych mniej lub bardziej dziwnych skutków źle przechowywanej modeliny). Jeżeli twoja modelina nie posiada ochronnej folii lub innego zabezpieczenia to idealnym rozwiązaniem są tutaj woreczki strunowe.
Są dostępne praktycznie wszędzie w wielu rozmiarach. Ja je kupuję w ''Sklepiku dla Was'' (
klik).
O przechowywaniu na razie tyle, może kiedyś zrobię oddzielny post ;)
2. Czyste ręce to podstawa. Brudne ręce=brudna praca. W internecie znajdziecie na pewno wiele, wiele różnych rozwiązań, ale czy są skuteczne? Ja próbowałam naprawdę sporo, ale większość była mało skuteczna, niezadowalająca, albo po prostu zbyt skomplikowana (zużywała zbyt dużo czasu lub zbyt drogie środki). Przedstawiam więc wam jedną metodę, którą praktykuję.
A więc przedstawiam państwu…
jednorazowe ściereczki do ścierania kurzu z mebli* (''ściereczki do ścierania'', no ciekawie). Po raz pierwszy ściereczki te wpadły mi w ręce w zasadzie przypadkiem. A dokładniej podczas testowania chusteczek dla niemowląt (oczywiście do modeliny :-P) pomyliłam się (no, te podobne opakowania) i zamiast chusteczek dla dzieci wzięłam ściereczki do mebli. Sprawdzają się naprawdę dobrze. Przed rozpoczęciem pracy i po zmianach ''barwiących'' kolorów modeliny przecieram dokładnie ręce. Np, po kolorze czarnym, czerwonym czy niebieskim bez przeczyszczenia rąk nie weźmiesz do rąk modeliny białej, bo po chwili okaże się, że wcale nie będzie już taka śnieżnobiała jak na początku…
*ja używam ściereczek 'Presto- szybko i prosto'
W sumie mogę wam krótko przedstawić jeszcze jedną metodę, trochę mniej skuteczną, ale…
można poświęcić do tego kawałek modeliny. Bierzemy kawałek białej modeliny i ''masujemy'' w dłoniach tak, jakbyśmy chcieli przygotować modelinę do lepienia, tworzymy ''wężyki'' czy inne rzeczy, które robicie by rozrobić modelinę. W ten sposób oczyścimy z kurzu wszystkie miejsca na dłoni, które mają styczność z modeliną i tym samym unikniemy kurzu podczas naszej pracy. ;-)
3. Czyste narzędzia. Ten punkt w zasadzie powinien znajdować się na równym poziomie z punktem 2. Bo czyste narzędzia to kolejna podstawa. Trzeba pamiętać by przeczyścić je po każdej pracy z masą, ponieważ czasami potem może się to okazać trudniejsze. Ja używam tych samych ściereczek, którymi czyszczę dłonie (patrz punkt wyżej). Czasami także urządzam im większą kąpiel w ciepłej wodzie z płynem. Przy czym należy pamiętać, aby potem dokładnie je wytrzeć, zwłaszcza gdy są metalowe, bo po jakimś czasie oprócz kurzu może dokuczać nam także rdza.
4. Czyste pole bitwy, czyli nic innego jak czysty blat. Przed każdą pracą wytrzyj dokładnie wilgotną ścierką* blat biurka (lub inną powierzchnię na której pracujesz). To także zmniejszy ryzyko ataku bezlitosnych oddziałów kurzu.
*WILGOTNĄ, bo sucha tylko kurz rozproszy
~
I to by było na tyle.
Albo nie.
Pojawia się jeszcze jedno pytanie: ''co jeśli kurz już przyczepił się do modeliny?''
Na to moi kochani również znajdziecie odpowiedź u cioci Marysi ;-)
A więc, jeśli kurz jest na wierzchu po prostu przecieramy delikatnie mokrą szmateczką (tak, znowu na pierwszy ogień idzie mój niezawodny Presto ;-)
Ale zdarza się, że kłaczek utknął trochę głębiej. Wtedy jest trochę trudniej, ale nie skomplikowane. Po prostu bierzemy szpikulec/igłę (każdy plastyk[-amator także;)] powinien mieć takie narzędzie) i wydłubujemy delikatnie. pozostanie nam na pewno ślad, więc po zakończeniu akcji trzeba będzie poprawić lub zblendować takie miejsce.
Teraz to koniec. Mam szczerą nadzieję, że komuś pomogłam. Jeśli moje metody nie przypadną ci do gustu, zawsze możesz spytać się wujka Google :)