poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Lupa by się przydała...

Myszka taka z nudów stworzona. Dlatego szara :) I malutka nawet jak na gryzonia ;0 Zresztą w mojej ''pracowni'' też uchodzi za liliputka, bo ma niecałe 7 mm wysokości, to chyba mój rekord. Tym bardziej, że mój ostatni wytwór miał prawie 10 cm, a tu nawet jednego nie ma. Ale jak to w naturze bywa słonie są duże, a myszki małe. <-- to było bez sensu :p. Wszystko było dobrze dopóki nie przyszła pora na sesyjkę. No bo jak tu dobrze uchwycić coś tak małego iPhone'm (bo zazwyczaj to nim robię zdj, może to przez lenistwo)?? Ale po kilku próbach udało się lustrzanka na trybie makro i przybliżeniu :) Zresztą zobaczcie sami efekty:










Chyba zostanę przy lustrzance :D
A myszka zbyt wielu detali nie ma, ze względu na rozmiar. Może gdybym miała lupę..A z kolorami to poszłam na łatwiznę i po wypieczeniu pobawiłam się trochę farbami akrylowymi. 
I muszę przyznać, że wytrzymała jest, bo ciągle mi z dłoni ucieka (jak wszystko :p) a jeszcze jest cała :p




poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Wyzwanie MMH:Indie

Krótko i na temat.
Dzisiaj praca na wyzwanie do Modeliny Moje Hobby. Hasło: Indie. No i moja pierwsza myśl:''Słoń, to musi być słoń'' ;-)

I wyszedł o tak:
Całkiem zwykły słoń
Nie będę kłamała, trochę się nad nim  pomęczyłam, ale uważam, że zostało to mi wynagrodzone ;-) Jestem z niego dumna, chociaż nie jest idealny. Ale to jeden z niewielu projektów których efekt końcowy wyszedł bardzo zbliżenie do tego, który powstał w mojej głowie.


Na głowie ma chustę, także z modeliny. Pobawiłam się trochę w imitację materiałów.
No i słoń, jak to słoń, jest spoory 
I tak wyglądała jego głowa przed ozdobieniem.
A tutaj taki mały doping dla mnie i może też dla innych


No i wreszcie wzorce i inspiracje do tej pracy...


Może dzisiejszy wpis jest dość dziwny; dużo zdjęć, mało tekstu; ale się spieszę, obowiązki wzywają. A weny na pisanie też nie mam, więc..


środa, 8 kwietnia 2015

Walka z odwiecznym wrogiem modeliny, czyli jak skutecznie unikać kurzu na pracach ;-)

Jak unikać tych kłaczków, nie kłaczków i innych nieprzyjaznych drobinek bezlitośnie próbujących pokrzyżować nam plany podczas lepienia? Pewnie niejednokrotnie zaciskałeś zęby ze złości widząc, że Twoja praca, mimo dokładnego wykonania i oryginalnego pomysłu wcale nie wygląda estetycznie.  Nic nowego. Z moich obserwowań wynika, że pytania typu: ''Co zrobić aby modelina była czysta, nie było na niej kurz?'' są jednym z najczęściej zadawanych pytań na blogach i stronach poświęconych masie termoutwardzalnej. I pomimo tego, że takie pytanie nie padło jeszcze na moim młodym blogu, postanowiłam na nie odpowiedzieć.

Mam w zanadrzu kilka porad, które zarówno początkującym jak i tym bardziej doświadczonym, w mniej lub bardziej dojrzałym wieku mogą okazać się pomocne ;-)
~
1. Sposób przechowywania modeliny może mieć wpływ na ''nieczystość'' naszych prac. Nie trzymaj modeliny na wierzchu, gdzie łatwo może dopaść ją kurz. Ja na przykład trzymam całą modelinę w przeźroczystym pudełku na narzędzia. Oprócz tego, że  masa nie ma dostępu do kurzu, to zachowuje się przez długi czas w dobrym stanie (zero twardnięcia, kruszenia i innych mniej lub bardziej dziwnych skutków źle przechowywanej modeliny). Jeżeli twoja modelina nie posiada ochronnej folii lub innego zabezpieczenia to idealnym rozwiązaniem są tutaj woreczki strunowe.

Są dostępne praktycznie wszędzie w wielu rozmiarach. Ja je kupuję w ''Sklepiku dla Was'' (klik).
O przechowywaniu  na razie tyle, może kiedyś zrobię oddzielny post ;)


2. Czyste ręce to podstawa.  Brudne ręce=brudna praca. W internecie znajdziecie na pewno wiele, wiele różnych rozwiązań, ale czy są skuteczne? Ja próbowałam naprawdę sporo, ale większość była mało skuteczna, niezadowalająca, albo po prostu zbyt skomplikowana (zużywała zbyt dużo czasu lub zbyt drogie środki).  Przedstawiam więc wam jedną metodę, którą praktykuję. 

A więc przedstawiam państwu…jednorazowe ściereczki do ścierania kurzu z mebli* (''ściereczki do ścierania'', no ciekawie). Po raz pierwszy ściereczki te wpadły mi w ręce w zasadzie przypadkiem. A dokładniej podczas testowania chusteczek dla niemowląt (oczywiście do modeliny :-P) pomyliłam się (no, te podobne opakowania) i zamiast chusteczek dla dzieci wzięłam ściereczki do mebli. Sprawdzają się naprawdę dobrze. Przed rozpoczęciem pracy i po zmianach ''barwiących'' kolorów modeliny przecieram dokładnie ręce. Np, po kolorze czarnym, czerwonym czy niebieskim bez przeczyszczenia rąk nie weźmiesz do rąk modeliny białej, bo po chwili okaże się, że wcale nie będzie już taka śnieżnobiała jak na początku…

*ja używam ściereczek 'Presto- szybko i prosto'

W sumie mogę wam krótko przedstawić jeszcze jedną metodę, trochę mniej skuteczną, ale…można poświęcić do tego kawałek modeliny. Bierzemy kawałek białej modeliny i ''masujemy'' w dłoniach tak, jakbyśmy chcieli przygotować modelinę do lepienia, tworzymy ''wężyki'' czy inne rzeczy, które robicie by rozrobić modelinę. W ten sposób oczyścimy z kurzu wszystkie miejsca na dłoni, które mają styczność z modeliną i tym samym unikniemy kurzu podczas naszej pracy. ;-)

3. Czyste narzędzia. Ten punkt w zasadzie powinien znajdować się na równym poziomie z punktem 2. Bo czyste narzędzia to kolejna podstawa. Trzeba pamiętać by przeczyścić je po każdej pracy z masą, ponieważ czasami potem może się to okazać trudniejsze. Ja używam tych samych ściereczek, którymi czyszczę dłonie (patrz punkt wyżej). Czasami także urządzam im większą kąpiel w ciepłej wodzie z płynem. Przy czym należy pamiętać, aby potem dokładnie je wytrzeć, zwłaszcza gdy są metalowe, bo po jakimś czasie oprócz kurzu może dokuczać nam także rdza.

4. Czyste pole bitwy, czyli nic innego jak czysty blat. Przed każdą pracą wytrzyj dokładnie wilgotną ścierką* blat biurka (lub inną powierzchnię na której pracujesz). To także zmniejszy ryzyko ataku bezlitosnych oddziałów kurzu.

*WILGOTNĄ, bo sucha tylko kurz rozproszy
~
I to by było na tyle.
Albo nie.
Pojawia się jeszcze jedno pytanie: ''co jeśli kurz już przyczepił się do modeliny?''
Na to moi kochani również znajdziecie odpowiedź u cioci Marysi ;-)
A więc, jeśli kurz jest na wierzchu po prostu przecieramy delikatnie mokrą szmateczką (tak, znowu na pierwszy ogień idzie mój niezawodny Presto ;-)
Ale zdarza się, że kłaczek utknął trochę głębiej. Wtedy jest trochę trudniej, ale nie skomplikowane. Po prostu bierzemy szpikulec/igłę (każdy plastyk[-amator także;)] powinien mieć takie narzędzie) i wydłubujemy delikatnie. pozostanie nam na pewno ślad, więc po zakończeniu akcji trzeba będzie poprawić lub zblendować takie miejsce.

Teraz to koniec. Mam szczerą nadzieję, że komuś pomogłam. Jeśli moje metody nie przypadną ci do gustu, zawsze możesz spytać się wujka Google :)